background
logotype
image1 image2 image3

Wiazow po wojnie



Wiązów - lata wojny i powojenne

W/g relacji byłego niemieckiego burmistrza Wiązowa Paula Winklera  w końcu  1944 r. ulice były puste, większość mężczyzn dostało powołanie na front i pozostały w mieście głównie kobiety, starcy i dzieci. Zaczęto usypywać rowy strzeleckie powołano tez miejscowy volkszturm składający się głównie z młodych chłopców. Nowa szkołę na ul. Brzegowej zamieniono na szpital gdzie siostry od św. Boremeusza oraz dr. Loch mieli pełne ręce roboty. Natomiast w małej fabryce cygar /późniejszej szkole/ urządzono szpital polowy dla chorych na tyfus. Epidemia tyfusu opanowała mieszkańców Wiązowa i dużo szczególnie młodych ludzi w tedy umarło. Coraz częściej  widoczny był obraz ucieczki Niemców na zachód – tabuny kobiet i starców pieszo i saniami  przemieszczały się ulicami w długich kolumnach. Miasto wkrótce się zakorkowało.

20 stycznia 1945 r. rosyjskie czołgi zbliżały się do Oławy i do Brzegu  w tedy też zapadła decyzja, że rejonem do którego mają uciekać mieszkańcy Wiązowa będzie Bystrzyca Kłodzka i Lądek. Około 2 lutego sytuacja na północno-zachodnim froncie przyczółka Oława wydawała się ustabilizowana. 31 stycznia również na południowym froncie przyczółka Niemcy odnieśli lokalne zwycięstwa. Na północ od Wiązowa utworzono grupę szturmową, składającą się z trzech czołgów, kilku kompanii piechoty z 208 dywizji, grupy bojowej Hitlerjugend i oddziału policji. Wcześnie rano, po godzinnym przygotowaniu artyleryjskim, wyparto Rosjan z Witowic i Chałup. Po obu stronach poległo wielu walczących. Przed południem tego samego dnia rosyjskie działa ponownie ostrzeliwały Witowice przez cztery godziny, a pod wieczór obie wsie ponownie zajęli Rosjanie.

Wojska rosyjskie posuwały się do miasta od strony autostrady  i Witowic, walki tu były dość zażarte i około 28 stycznia Niemcy wycofali się w rejon Wyszonowic, aby potem znowu na kilka dni wrócić. 1-szego lutego o godz. 16.30 z miasta odszedł ostatni pociąg  z uciekinierami. Przed wyjazdem kto tylko mógł to przed Rosjanami chował kosztowne przedmioty w piwnicach, strychach i stodołach. 14 lutego Rosjanie zdobyli Wiązów, a w dniu następnym główna linia obrony Niemców została ustalona pod Strzelinem.

Już po w kroczeniu Rosjan do Wiązowa paliły się dwa okazałe budynki po zachodniej stronie rynku w tym wyróżniający się sklep Kitschera. Ponieważ nie przyszła żadna pomoc ogień rozprzestrzenił się na pięć sąsiednich budynków.

Wiązów tuż po wojnie

Pierwszym polskim burmistrzem został Pan Mędrecki, który wszystkich informował, że budynek pocztowy i stację kolejową hitlerowcy podminowali, ale nie zdążyli wysadzić. Na wielu frontowych budynkach widniały napisy „min niet” W międzyczasie Rosjanie wyciągali z domów maszyny do szycia, pianina i inne cenne urządzenia na rynek, rowery gromadzono w ratuszu, natomiast obok w ogrodzie zbijano skrzynie drewniane do transportu i załadunku na samochody, które odjeżdżały w kierunku Brzegu.

Do końca lat 50-tych mieszkańcy Wiązowa usuwali dokonane zniszczenia w czasie wyzwalania miasta przez wojska rosyjskie. Władze organizowały tzw. Szarwarki w czasie których wywożono gruz z miasta i równano pola po rowach strzeleckich. Świadczenie to było - u nas obowiązkowe i tak np. mój Ojciec musiał na ten cel przeznaczyć 6 dni w roku. Zburzeniu uległy cegielnia, część fabryki cygar, kino oraz legły w gruzach wszystkie budynki ulokowane w zachodniej części rynku. Rowy i transzeje strzeleckie ciągły się z tył wszystkich ogrodów położonych przy ulicy Staszicy aż do ul. Polnej oraz obok nowej szkoły i w okolicy białego mostu, a kończyły się - tuż za cegielnią. Jeszcze w latach 60-tych znajdowaliśmy liczną amunicję i niewypały najczęściej w lasku pod Miechowicami oraz w wykopach przy samej cegielni. W północnej granicy Wiązowa  i miedzy cmentarzami stały dłuższy czas unieruchomione rosyjskie 3 czołgi do których nam dzieciom zabraniano wchodzić bo podobno były zaminowane. Niedługo do Wiązowa przybyli pierwsi przesiedleńcy zza Bugu oraz Polacy zesłańcy z Sybiru. I tak np. mój Ojciec Stanisław Wnęk który został powołany w Jenisejsku nad Jenisejem do II-giej Armii WP w Sumach / Charkowa / - przebył cały szlak bojowy z Rosji aż do Łaby i po zdemobilizowaniu już 9 listopada 1945 r. został zameldowany w Wiązowie gdzie niedługo przywitał swoją rodzinę Wnęków, Madejów i Cięciwów, która wracała do kraju z Syberii. Niestety nasze dwie babcie obie Katarzyny oraz wujek Nozdryn i ciocia Janina z powodu głodu i zimna zostały na zawsze na tej nieludzkiej ziemi. Dużo przybyło tez rodzin z pod Tarnowa, Częstochowy i Kielc. Natomiast na ulicy Staszicy osiedlili się tez uchodźcy z Francji. Główny wyjazd Niemców z Wiązowa nastąpił 6 sierpnia 1946 r. W naszym domu rodzice początkowo mieszkali wspólnie z rodzina niemiecką Erichem Dohmelt i jego młodszą córką. Hildą i jego wnuczka Moniką jeszcze prawie rok  Starszy ich syn Paul dostał się do niewoli w Rosji natomiast młodszy Bruno zginął jako pilot nad kanałem La Manche.

Należy podkreślić, że ówcześni rajcy miejscy od razu zaczęli organizować życie kulturalne w miasteczku - przykładem tego było szybkie odnowienie ”Domu Kultury” w rynku gdzie wystawiono  pierwszą po wojnie sztukę teatralną pod tytułem ”Pod parasolami” w której to aktorami byli młodzi mieszkańcy Wiązowa miedzy innymi: Panowie Konopka, Wojtuch, Majerczyk i Wacław Jakubiel, Kazimierz i Gustaw Patrowie, Czesława Szymala, Ludwika Ostrowska, Jadzia Kalicka,Wandzia, Michał i Czesław Wnękowie, Emilia Batorska, Józef i Stanisław Madejowie, Pani Renata Duśko / z domu Jadach /. Warto tez przypomnieć, że Wandzia Preisner /z domu Wnęk/ oraz Staszek Madeja występowali też w polskim radiu gdzie wykonywali razem nie tylko piosenki krajowe ale tez nastrojowe  melodie rosyjskie. Wspomnieć też należy o zespole artystycznym założonym w 1952 r. przez Panią nauczyciel Alinę Karczewską. Dzięki jej inicjatywie powstał zespół taneczny i szkolne trio piosenkarskie z udziałem Zbigniewa i Józefa Wnęków oraz Zbigniewa Nozdrynia. Utwory w ich wykonaniu takie jak: Asturia, Singi Jau Jupi Jau, czy Zachodzi Słoneczko były wykonywane z powodzeniem na wszystkich ówczesnych akademiach w Wiązowie i Strzelinie. Życie towarzyskie toczyło się też obok pięknego basenu, gdzie oprócz boiska sportowego i czynnego basenu stała stylowa drewniana altana z dużym tarasem usytuowanym w cieniu ozdobnych krzewów i róż. Właśnie w tej uroczej altanie w lecie prawie, co niedziela odbywały się wieczorne potańcówki, a umilał nam ten czas wspaniały akordeonista Jan Cisowski. Istniała tez druga kawiarnia otwarta cały rok usytuowana w ratuszu. I pomyśleć, że to wszystko istniało jeszcze do lat 60-tych.                                                                        
Józef Wnęk
2020  Towarzystwo Miłośników Ziemi Wiązowskiej