background
logotype
image1 image2 image3

Tartak i cegielnia



Starsi mieszkańcy Wiązowa zapewne jeszcze pamiętają gdzie po wojnie funkcjonował tartak. Naprzeciwko budynku dworca kolejowego /na posesji Państwa Gontlak/ stał tartak z głębokim podtraczem, ostrzarnią i trakiem. Znajdowała się tam też obrzynarka dwie piły poprzeczne oraz uzbrojony w tory manipulacyjne skład surowca z wózkami i okazały skład tarcicy. Obok znajdowała się bocznica kolejowa umożliwiająca transport drewna nawet z dalekich rejonów kraju. Po wojnie zakład ten który mógł zatrudniać nawet 20 osób został natychmiast upaństwowiony i przyłączony do Rejonu Przemysłu Drzewnego w Kłodzku. Następnie utworzono z niego filię tartaku w Strzelinie aby następnie w 1949 r. w ramach restrukturyzacji zlikwidować, a potencjał produkcyjny przenieść do tartaku w Strzelinie. Zakład ten mógłby istnieć do dzisiaj i funkcjonować jako prywatny tartak typowo usługowy dla miejscowej ludności, jednak w tamtej rzeczywistości było to ideologicznie niemożliwe. Budowniczym tego tartaku oraz jego właścicielem był przedsiębiorca budowlany Wilhelm Tischer, który urodził się 26 listopada 1877 roku w Łuczynie koło Trzebnicy. Pionierską postać tego wiązowskiego przedsiębiorcy budowlanego zapisała się pozytywnie w pamięci byłych mieszkańców Wiązowa i dlatego warto przytoczyć krótko jego dokonania przypomniane przez Pana J .Dirbach na łamach ”Wansener Rundschau”.
 
 
Natomiast kto z nas nie pamięta reszty z byłej cegielni - to jest komina, który miał czubek przebity na wylot ?- my jako dzieci próbowaliśmy wchodzić do niego po hakach od wewnątrz Często też w czasie pasienia krów na zboczach glinianki rozpalaliśmy ognisko wewnątrz budowli co dawało ciekawy efekt dymiącego komina.

Józef Wnęk

Po zdaniu egzaminu  mistrzowskiego w szkole budowlanej we Wrocławiu  w 1913 r.Wilhelm Tischer często jeździł w niedziele w okolice Wrocławia w poszukiwaniu własnego miejsca. Jak wspominał jego syn - pewnego niedzielnego ranka trafił do Wiązowa. Z dworca dotarł do rynku, a stamtąd za grupą ludzi dotarł do kościoła ewangelickiego. Wziął udział w nabożeństwie, a następnie dokładniej przyjrzał się miasteczku. W zajeździe Gustawa Schrotera,  który wówczas należał do Pana Altmanna dobił targu  z gospodarzem i tam wydzierżawił mieszkanie - stajnię z szopą naprzeciwko dworca  i w 1914 r. wraz z rodzina przeprowadził się do Wiązowa. To był początek firmy budowlanej ale gdy wybuchła I –sza wojna światowa  musiał brać w niej udział i wrócił z niej lekko ranny.

W latach 1922-23 przebudował stajnię na pomieszczenia mieszkalne i biurowe a w latach 1925-26 z modernizował szopę i tak powstał tartak, który później był prowadzony przez syna pana Wilhelma. Ponieważ zakup cegieł dla kwitnącego budownictwa w regionie był trudny, pan Tischer wyszedł z propozycją założenia spółdzielni-cegielni.
 

 
Razem z panami Stenzel, Konig, Urner, Beninde, Zessel, burmistrzem Bulla i panem Schirduan z Janowa założyli w 1922 roku spółdzielnię-cegielnię która stała się poważnym zakładem w Wiązowie. Dotkliwy po I-szej wojnie światowej brak mieszkań dał początek wcielania do gminy granicznych osiedli miedzy innymi wcielono wtedy Halbendorfstrasse i Siedlungstrasse /dzisiejsza ul. Staszica/ do gminy  co stworzyło możliwość wznoszenia nowych budynków w Wiązowie.

Zasługą pana Tischera były też wybudowane domy przy ul. Briegerstr. oraz wybudowany w 1939 r. budynek poczty. Jego pomysłem była budowa domków jednorodzinnych wraz z ogródkami przy ul. Staszicy. Zamieszkali tam nie tylko ludzie z fabryki cygar czy miejscowi urzędnicy ale też pracownicy wojska. W sumie miał on w swoich nieruchomościach 36 lokatorów. Zarówno szacunek popularność zasługi dla rozwoju miasteczka spowodowały, iż pan Tischer musiał przejąć liczne honory w mieście i kościele. Był członkiem wiązowskiej komisji budowlanej, należał do ewangelickiej gminy rady kościoła oraz przez wiele lat był także członkiem rady nadzorczej w Związku Banków w Wiązowie. Jednak nie ominęły go ciosy od losu ani w sferze rodzinnej ani zawodowej.

W 1936 r. zmarła mu jego żona. W czasie kryzysu i deflacji opłacalność firmy krytycznie zmalała. Wreszcie wojna wszystko przerwała i Pan Tischer po wojnie schorowany z transportem dotarł do Saksonii gdzie zmarł tam w sędziwym wieku.
2020  Towarzystwo Miłośników Ziemi Wiązowskiej