background
logotype
image1 image2 image3

Przez 40 lat z kagankiem oswiaty



Przez 40 lat z kagankiem oświaty

Przeżyła dwie wojny światowe, dwie rewolucje, wojnę domową, zesłanie do Rosji, więzienie w Mińsku. Ale szerzenie wiedzy było jej powołaniem. Z tego zadania przez 42 lata wywiązywała się znakomicie. Jadwiga  Eysymontt urodziła się 7 stycznia 1907 r. w Baranowicach w województwie nowogrodzkim.  Jej ojciec pochodził z Wilna, a matka z Warszawy. Do roku 1915 mieszkała w rodzinnej wsi.

- Kiedy do Baranowic zbliżał się front zaczęto wszystkich ludzi wysiedlać. Wszystek dobytek pozostał w domu, zabraliśmy najpotrzebniejsze rzeczy.  Wagonami towarowymi wywieziona nas w nieznane. Jechaliśmy ponad miesiąc w warunkach urągających ludzkiej godności.  I tak dotarliśmy do Syzronia nad Wołgą. Przebywało tu dużo jeńców  austriackich, wśród których byli też Polacy. Przez pewien czas dwóch oficerów (nauczycieli) prowadziło polską szkołę.  W czasie pobytu w Syzroniu przeżyłam dwie rewolucje; Lutową i Październikową.  Był to czas ogromnych okrucieństw, tragedii i głodu. Pamiętam czasy Wojny Domowej  (walki Białych z Czerwonymi) – opowiada Jadwiga Eysymontt.             

Pierwsza praca

W roku 1925 wraz z całą rodzina wróciła do kraju. Ukończyła szkołę podstawową i seminarium nauczycielskie w Wołkowysku (1929 r.).  1 września tegoż roku rozpoczęła pracę pedagogiczną we wsi Międzyrzecz - oddalonej od Wołkowyska o 30 km.  Lekcje prowadziła w chłopskiej chacie. Budynku szkoły nie było.

– Klasy były łączone (1- 4). Praktycznie tablica była jedynym przedmiotem do pomocy w nauce. Dzieci nie miały podręczników. „Szkoła” pustoszała, gdy nastał czas pilnych prac polowych – wspomina początkująca nauczycielka. 

W czasie nauki w seminarium należała do harcerstwa. Zdobyte tam doświadczenie procentowało w pozaszkolnej działalności nowej nauczycielki. Dużym wyzwaniem było np. przygotowanie jasełek, na które przyszła całą wieś. Musiała je powtarzać trzykrotnie, bo zainteresowanie było tak duże. Organizowała już wtedy kursy dokształcające dla analfabetów i półanalfabetów. Potem przeniosła się do 4-klasowej szkoły mieszczącej się w majątku państwa Czarnoduch w miejscowości Nacz. W tej szkole, w której pracowała 4 lata (do czasu jej likwidacji) zorganizowała świetlicę dla młodzieży i dorosłych. Następny etap pracy zawodowej to 7-klasowa szkoła Lachowiczach, które liczyły 4,5 tys. mieszkańców. Tu zorganizowała bibliotekę, którą prowadziła społecznie. Pomógł jej burmistrz miasteczka, który dofinansował zakup książek. Uczyła klasy siódme języka polskiego i historii. Przeciętnie w klasie było 50-cioro  dzieci. W placówce uczyły się dzieci białoruskie, polskie, żydowskie i tatarskie. Pomimo tylu narodowości między dziećmi nie było antagonizmów.  Wśród kadry pedagogicznej byli duchowni dla każdego wyznania; ksiądz katolicki, prawosławny, rabin i mułła. Pomimo wybuchu wojny w tej szkole pracowała jeszcze rok z tej racji, iż znała język białoruski, który został obowiązującym. 

Aresztowana i więziona

W lipcu 1940 r. została aresztowana pod zarzutem rzekomego pośrednictwa miedzy partyzantką a jedną z mieszkanek Białegostoku. Na nic zdały się wszelkie tłumaczenia i podawanie faktów świadczących o jej niewinności. Otrzymała wyrok 10 lat więzienia.

– Po roku odsiadki przeniesiono mnie do więzienia w Mińsku. Warunków, w których przebywałam nie da się opisać. Kiedy Niemcy wkroczyli do Mińska odzyskałam wolność – mówi p. Jadwiga. 

Powróciła do rodzinnych Baranowic, gdzie otrzymała pracę w majątku jako ogrodniczka. To uratowało ją przed wyjazdem na roboty do Niemiec. W roku 1944 w obawie przed wkraczającą Armią Czerwoną przeniosła się wraz grupą osób do Puław, skąd chcieli dotrzeć do Warszawy. Jednak zapowiadany wybuch powstania przekreślił te plany.

W Wiązowie

W 1947 r. wraz z mężem przeniosła się na Dolny Śląsk. 1 września tegoż roku rozpoczęła pracę w miejscowej szkole, która mieściła się w budynku b. fabryki cygar przy ul. Armii Ludowej. Dopiero za kilka lat placówka została przeniesiona do szkoły wybudowanej tuż przed wojną przy ul. 1 Maja.  Uczyła języka rosyjskiego i historii. Znajomość języka rosyjskiego wyniosła z okresu 6-letniego pobytu na wygnaniu w Rosji. Na przełomie lat 50/60 XX wieku prowadziła kursy nauki czytania i pisania dla dorosłych.

– Była taka potrzeba. Praca nie była łatwa, a efekty bynajmniej nie rewelacyjne.  Należy pamiętać, że była to młodzież pochodząca z różnych stron kraju.  Należy pamiętać, zę człowiek nie potrafiący pisać czuł się niejako poza nawiasem społeczeństwa. Umiejętność pisania i czytania go dowartościowało – podsumowuje pedagog.

Od roku 1929 (do końca życia) należała do Związku Nauczycielstwa Polskiego, w którym pełniła wiele odpowiedzialnych funkcji. Jej pasją była organizacja wycieczek krajoznawczych.  W roku 1972 po 43 latach pracy w zawodzie nauczyciela przeszła na zasłużoną emeryturę. Przez te trudne lata pracy pedagogicznej towarzyszyło jej motto autorstwa Marii Dąbrowskiej; „Warunki są warunkami, a człowiek jest aż człowiekiem”. Tym słowom była wierna do końca życia.

Za swe osiągnięcia zawodowe została wyróżniona wieloma odznaczeniami państwowymi, resortowymi i związkowymi. Wśród nich poczesne miejsce zajmuje Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W 96 rocznicę urodzin (2003 r.) został jej przyznany przez Radę Miasta i Gminy w Wiązowie tytuł Honorowego Obywatela Miasta Wiązowa, a z rąk burmistrza otrzymała medal „Za Zasługi w Rozwoju Miasta i Gminy Wiązów”.  Zmarła  2005 r.

W tej publikacji posłużyłem się także pracą dyplomową Danuty Eron o życiu i pracy nauczycielskiej bohaterki artykułu.

Opracował
Wiesław Mrówka

2020  Towarzystwo Miłośników Ziemi Wiązowskiej